- Poniosłem porażkę z blogowym wyzwaniem, czyli #100DaysToOffload, o którym pisałem w styczniowym podsumowaniu ↗. Podobnie będzie w tym roku, ale - Hej - mamy jeszcze niecałe 12 miesięcy, 49 tygodni możliwości ;-)
- Za to z fotograficzny, #the100pics wyszło wyśmienicie na moim Pixelfedzie ↗, który stał się głównym kontem Social Media w minionym roku. Te wyzwanie kontynuuję obecnie z czystą przyjemnością.
- Jak już jesteśmy przy Social Media, to przestałem być stałym bywalcem zarówno mainstreamowych pożeraczy czasu, jak i ich alternatywnych odpowiedników. W dobie sztucznej inteligencji ciężko jest rozróżnić, które posty i zdjęcia są stworzone przez ludzi, a które przez AI (już nie wspominając o fejkowych niusach)
- Rowerowa pasja ma się naprawdę dobrze i po raz kolejny przekroczyłem barierę 10000 km (ba nawet 11000), zaliczając nowe rejony naszej pięknej ojczyzny w towarzystwie Damiana i Daniela.
- Zaliczyłem Wrocław, Opole, Warszawę i Olsztyn,
- Powróciłem w rejon Karkonoszy, gdzie zdobyłem przełęcz Okraj;
- Zwiedzałem przepiękne tereny parków krajobrazowych: Trójmiejskiego i Nadmorskiego
- A na koniec Dolina Baryczy w jesiennej odsłonie
- Jak już jesteśmy przy kwestiach rowerowych, to było sporo zmian w kwestiach gadżetowo-warsztatowych
- Porzuciłem Garmina na rzecz Hammerhead Karoo 3, z czego jestem zadowolony.
- Przeszedłem na system bezdętkowy, co było dla mnie ogromnych szokiem, ale pozytywną zmianą, którą jak najbardziej polecam
- No i nie mogę o jednej rzeczy zapomnieć; rowerowa pasja Syna ma się bardzo dobrze (wręcz rewelacyjnie), gdyż dwukrotnie pobił swój życiowy rekord: najpierw 100 km w czerwcu i 110 km w sierpniu. Obie próby nastąpiły nad morzem, gdzie infrastruktura rowerowa jest dość mocno rozwinięta i sprzyja rodzinnym wyprawom.
- Moja rola w obu przypadkach byłą wielowymiarowa, ale głównie dbałem o aspekty techniczno-logistyczne.
- Odpuściłem prowadzenie dziennika - zarówno papierowego jak i cyfrowego. Myślę, ze dualizm szkodzi i nadal nie mam prostej recepty, jak to ogarnąć; z jednej strony lubię pisać ręcznie w notatniku (świetnie odstresowuje, wyzwalacz do głębokich myśli) a z drugiej cenię obsidian.md za szybki dostęp do informacji.
- Zdrowotnie to — myślę - było całkiem dobrze. Jasne zdarzały się pojedyncze infekcje, które zmusiły mnie do kilkudniowej przerwy od roweru, ale długoterminowo to nie było nic, co by wykluczyło mnie z codzienności, za co jestem niezmiernie wdzięczny.
- Podobnie mogę napisać o mojej rodzinie - wszyscy mamy niewidzialnego Opiekuna
- Zupełnie przypadkowo wkręciłem się w świat małej elektroniki typu ESP32,które zaskakująco łatwo da się zaprogramować. Esphome / Micropython, do tego płytki prototypowe, druciki, oporniki i diody a na końcu lutownica.
- Spokojnie, nic dużego nie wykombinuję ;) chociaż kto wie
Podsumowanie
Podobnie jak w minionych latach, owtarzam sentencję wdzięczności:
Jestem wdzięczny:
- za każdy dobrze spędzony dzień,
- za dobre zdrowie (i brak poważnych kontuzji),
- za wspaniałą rodzinę,
- za zaufanych przyjaciół, z którymi mogę rozmawiać pisać na każdy temat o każdej porze,
- za nowe możliwości rozwoju / motywację do zmian,
- za każdą rozmowę (wirtualną czy w realu. )
- za każde odwiedziny na blogu i komentarze.
Dziękuję :)